Żołnierze frontowi, widząc wytatuowany numer, chętnie podwozili mnie i moich oświęcimskich kolegów. Dopiero pod Warszawą enkawudzista oświadczył, że mnie rozstrzela, ponieważ nie miałem żadnego dokumentu. Nie przebierając w słowach, [...] uspokoiłem go, żem nie szpion.