Jedna tylko, panna Wanda, nie mogła usnąć. Była to śliczna dziewczyna o zielonych oczach. Wiedziała o swojej urodzie i obnosiła ją jak paw, ptak nadobny i nadobnie głupi. Uporczywie przynosiła Basi swój pamiętnik w safian oprawny i równie natarczywie prosiła o „protekcję”.
Panowie Potoccy chcieli swego czasu, żebym z nim za granicę dla jego edukacyi jechał, żeby to pięknych manier przy mnie nabrał. Ale ja powiedziałem: „Nie pojadę właśnie dla jego niedbałości, bo on u żadnego buta dwóch uszu niema i w moichby się po dworach prezentował, a safian drogi”.
Teraz nieznajoma przypomniała się bardziej w porę. Niebawem Balzac otrzymał nową przesyłkę ze stepów: książkę oprawną w zielony safian, „Naśladowanie Chrystusa”. Przyszło w chwili, gdy Balzac męczył się nad swoją powieścią „Lekarz wiejski”, wielokrotnie i mozolnie przerabianą, natchnioną duchem ewangelicznym.
Rozłożyliśmy się na skórach jelenich; rozesłano przed nami zamiast obrusa bawolą skórę, wyprawioną jak najdoskonalszy safian.