To, co ludzie w danej chwili rozumieją pod pojęciem "człowieka", jest zawsze tylko przejściową, mieszczańską konwencją. "Człowiek" tej konwencji jest (...) kompromisem (...) próbą okpienia zarówno złej pramatki natury, jak niewygodnego praojca ducha (...) Dlatego mieszczuch pali dzisiaj na stosie tego jako kacerza, tamtego wiesza jako zbrodniarza, a pojutrze stawia im pomniki.
Polska już o wiele dawniej prześcignęła w tolerancyi wiary najbardziej cywilizowane państwa (...) wydał w Polsce Kazimierz Wielki już r. 1356 statut tolerancyi i z Polski uczynił schronisko dla wszystkich, którzy w ówczesnym cywilizowanym świecie skazani byli na prześladowanie i śmierć. W czasach, w których nawet Melanchton przemawiał za karą śmierci na kacerzy, była Polska jedynem wolnem schronieniem dla socynjan i ewangielików.